śr, 09 września 2015

Złoty ślad

Listy, notatki, zdarzenia ulotne. Blog Wojciecha Fułka

26 lipca 2015 roku zmarła w Sopocie Jadwiga Lesiecka, malarka, której twórczość szczegółowo analizował w jednym ze swoich esejów na łamach „Toposu” krytyk i poeta Kazimierz Nowosielski. Tuż przed jej śmiercią ukazał się – nakładem Wydawnictwa Bernardinum – niezwykle starannie i atrakcyjnie opracowany edytorsko album pt „Igraszki ze złotem”, poświęcony tej nietuzinkowej artystce.

To rzeczywiście zaproszenie do wspólnej zabawy z wszystkimi odcieniami złota, „pomost pomiędzy malarstwem a rysunkiem”, jak napisała w szkicu, analizującym oryginalną twórczość artystki, Anna Malcer-Zakrzewska. Subtelna, i jednocześnie dowcipna gra z formą i kolorem wydaje się jedną z rozpoznawanych cech tej twórczości. Tym razem jest to pełna humoru zabawa z malarskim złotem, zastrzeżonym – jakby się wydawało – dla największych mistrzów pędzla. Lesiecka w swoich artystycznych igraszkach z kolorem pokazuje jednak, że świat malowany złotą kreską jest – wbrew pozorom – wielobarwny i wielowymiarowy. Nic więc dziwnego, że w tym niezwykłym albumie o twórczości sopockiej malarki z równym uznaniem wypowiadają się zarówno inni artyści, jak i krytycy. Bo jej gra formą i kolorami może zachwycać, inspirować i prowokować jednocześnie. Alicja Domańska pisze np.:

 

„Otwiera się przed nami świat marzeń sennych, mijamy zamazane twarze innych ludzi, których niegdyś znaliśmy i nagle wszystko staje się znajome. Przez moment dotykamy wieczności, ale nigdy nie uda się nam oswoić czasu – tej dzikiej bestii, która bawi się z nami na obrazach artystki. Zaciera się granica pomiędzy iluzją, a tym co rzeczywiste…”

 

Warszawianka z urodzenia (rocznik 1921), sopocianka z wyboru (od 1945 roku!), Jadwiga Lesiecka wybrała dość wyboistą drogę twórczą, nie wpisując się w żadne mody, prądy, grupy czy kierunki. Unikała też jednoznacznych manifestów artystycznych, nie zabiegając też w żaden sposób o osobistą karierę, medialny poklask i reklamę. Była malarką dla której z pewnością najważniejsza była sama radość tworzenia. I ta radość widoczna jest na jej obrazach i uwieczniona w poświęconym jej twórczości albumie. Czy właśnie dlatego jej prace przemawiały uniwersalnym językiem do odbiorców w całek Europie, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, trafiając do muzeów, galerii i wielu kolekcji prywatnych?

 

Po jej pierwszej wystawie w Paryżu (1960) francuski krytyk napisał:

„Te stwory dziwaczne (…) są bliższe marionetkom z szopek i teatrzyków wędrownych lub z podobizn rzeźbionych w drewnie, których źródła sięgają średniowiecza, a których niezatarte oblicze zachowała jedynie polska sztuka ludowa”.

 

Prace prezentowane w albumie, pochodzące z ostatniego okresu życia malarki, nie zrywając z wcześniejszymi doświadczeniami, charakteryzują się jednak pewnym zamierzonym minimalizmem – treści, formy i koloru. Jeśli postać, to jakby delikatnie tylko naszkicowana, uproszczona, ale jednak kompletna i pełnowymiarowa. Jeśli scena grupowa – to dokładnie zapętlona siecią złotych linii. Jeśli zabawa przestrzenią i głębią – to z pewną tajemnicą w tle, którą musimy rozszyfrować. Wybór złotej farby i kontrastującej z nią czerni nadaje tym pracom szlachetnego połysku i klasy. Bo tak naprawdę, mimo ciemnej, „rubensowskiej” barwy, obrazy te cechuje poszukiwanie światła.

 

Wspominany tu już Kazimierz Nowosielski, zdeklarowany admirator twórczości sopockiej artystki, tak interpretuje jej ostatnie dzieła:

„Układając się w tajemniczy szyfr figurek – znaków dotknięcia czarnej i złotej farby, lekkie świecenie matowych szarości, które – stanowiąc podłoże dla owych ideogramicznych postaci – intensyfikuje ich plastyczną wyrazistość i włącza w przestrzeń zdającą się przekraczać ramy obrazu…;

 

Świat tyleż intrygujący, co wyrazisty, a jednak nie pozwalający się jednoznacznie określić – to malarska rzeczywistość prezentowanych tu prac Jadwigi Lesieckiej. W ich problemowym centrum, tak jak je rozpoznaję, zawiera się tajemnica ludzkiej drogi do światła, które już tu, na ziemi, tę drogę rozjaśnia i w jakimś istotnym sensie nadaje kierunek”.

W gruncie rzeczy artystka udowadnia nam, że w kręgu jej malarskiego zainteresowania wciąż pozostaje człowiek – raz samotny, innym razem zagubiony w tłumie, a czasami ukryty gdzieś na drugim planie. Człowiek, zapisujący swój pojedynczy los złotą kreską na czarnej mapie świata. I poszukujący swojej drogi, prowadzącej w stronę światła.

Jadwiga Lesiecka tę drogę już odnalazła. I - na nasze szczęście - pozostawiła po sobie rozpoznawalne, trwałe ślady, utrwalone m.in. na kartach tego pięknego albumu.

 

Wojciech Fułek

-----------------------

Jadwiga Lesiecka, Igraszki ze złotem, Wydawnictwo Bernardinum, Pelplin 2015, ss.

Wojciech Fułek

"Sopocianin od zawsze i na zawsze"

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież