sb, 20 grudnia 2014

Żegnaj Święty Mikołaju

Opinie, pochwały, krytyki, banały. Blog Roberta Zawady

Czy wierzycie w istnienie Świętego Mikołaja? Sądzę, że już od jakiegoś czasu nie. A Wasze dzieci? Większość z nich jest z pewnością przekonanych, że prezenty pod pięknie przystrojoną choinką pojawiły się nie wiadomo kiedy za sprawą sprytnego, jak co roku nie dającego się złapać na gorącym uczynku, brodatego ulubieńca. Dzieciom nie przeszkadza, że dorośli często nieudolnie plączą się w opowieściach o Mikołajach, elfach, wróżkach Zębuszkach, czy innych Gwiazdkach. One w nie wierzą bezgranicznie i tyle.

Ich dziecięce główki nie zaprzątają sobie głowy rozważaniem dlaczego szóstego grudnia jest u nich w domu jakiś mały Mikołajek, który wkłada im do butów słodycze, a w mieszkaniu koleżanki obok w tym samym dniu prawdziwy Mikołaj z dużą białą brodą wyjmuje prezenty z wielkiego wora. Nie pytają też, a jeśli nawet to nie oczekują raczej racjonalnej odpowiedzi, dlaczego u jednych w Wigilię jest Święty Mikołaj, u innych Dziadek Mróz, a jeszcze gdzie indziej prezenty kładzie pod zielonym świerkiem Gwiazdka, Gwiazdor, Śnieżynka, czy  też Dzieciątko lub Aniołek.

Najważniejsze dla naszych pociech jest to, żeby te prezenty były i już. Piszą co roku długie listy ze swoimi wymarzonymi zabawkami i są przekonane, że ten starszy brodaty pan przywiezie im na swoich saniach zaprzężonych w naddźwiękowe renifery dokładnie to o czym marzą.

I, o dziwo, tak się zazwyczaj dzieje!

Każdy jednak prędzej czy później dowie się prawdy. Oznacza to również, że zrozumie, iż my, rodzice, dziadkowie, kuzyni, oszukiwaliśmy je przez te wszystkie lata.  Czy to jest z naszej strony uczciwe?

Ja i moja żona w tym roku postanowiliśmy wyznać starszej córce całą prawdę. Woleliśmy, żeby dowiedziała się od nas, a nie od szydzących z łatwowiernych starszych kolegów, czy też z telewizji. Przede wszystkim kierowaliśmy się jednak rodzajem uczciwości wobec naszego dziecka. Nie można w nieskończoność wmawiać dzieciom bzdur. Kiedyś musi nadejść moment wyjawienia prawdy i uznaliśmy, że to jest właśnie ten moment.

W zasadzie nasza córka była już jedyną osobą (mimo iż nie jedynym dzieckiem), która podczas rodzinnych spotkań wigilijnych oczekiwała nadzwyczajności. To wydawało się nam nieuczciwe.

Pewnie wielu z Was myśli teraz, że tak nie można, że to super dla dziecka jak wierzy jak najdłużej, że magia i tak dalej. Pewnie tak. Mimo to, wolę sam przyznać się do oszustwa niż zostać na nim przyłapanym.

Tak czy siak, postanowienie to jedno, a realizacja to zupełnie co innego. Jak bowiem najłagodniej przekazać dziecku taką rewolucyjną wiadomość?

Postanowiłem przygotować nieco grunt przed decydującym uderzeniem. W związku z tym co kilka dni starałem się swoimi bystrymi spostrzeżeniami nakierowywać córkę na właściwy kierunek.

- Sądzisz, że taki Święty Mikołaj jest w stanie przeczytać te wszystkie listy od dzieci z całego świata? – zapytałem kiedyś.

- Pewnie, a dlaczego nie? – odrzekła zaskoczona głupim pytaniem córka.

- No przecież nie wystarczyłoby mu na to czasu gdyby miał to zrobić. – Nakierowywałem.

- A dlaczego? Przecież on cały rok ma na to. Siedzi i czyta. Co ma do roboty? – Odpowiedziała.

- Ale jak to cały rok? Przecież dzieci nie piszą listów przez cały rok, tylko zaczynają w listopadzie. Pisałaś kiedyś list do Mikołaja w maju na przykład? – Kontynuowałem.

- W maju? A czemu miałabym pisać w maju? Przecież w maju mam urodziny, to i tak dostanę prezenty. – Odparła jakby była to najoczywistsza rzecz pod słońcem.

- No dobrze, tak czy inaczej, dzieci piszą listy bliżej Świąt Bożonarodzeniowych. Taki Mikołaj musiałby dostać na raz ogromną ilość listów. Wiesz ile dzieci żyje na świecie? Jeśli każde z nich napiszę list i on to zechce przeczytać, to nie wystarczy mu na to czasu do Świąt. Nie ma szans. – Wyjaśniłem.

- A ile? – spytała z zaciekawieniem córka.

- Co ile? – Odrzekłem trochę zniecierpliwiony.

- No ile jest dzieci na świecie? – Dopytała.

- Nie wiem, ale bardzo dużo, miliony. – Powiedziałem.

- To jak nie wiesz, to skąd wiesz, że nie zdąży? Jakoś zdąża prawda? – Powiedziała. – Poza tym ma elfy, pomocników, więc jeśli chcesz spytać jak dzieli prezenty, to ci od razu odpowiem, że oni za niego wszystko zrobią na czas. To jest taka wielka fabryka. Dają sobie zawsze radę. Nic się nie bój. – Córka pochyliła głowę nad tabletem, dając znać, że dalsze rozważania nie mają sensu.

Odczekałem kilka dni, po czym znowu rozpocząłem niewygodny temat.

- To w końcu kto przynosi te prezenty pod choinkę w Wigilię? – Zagaiłem z głupia frant.

- Jak to kto, Święty Mikołaj, no co ty tatuś? – córka spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem.

- I jak on to według Ciebie robi? – ciągnąłem temat.

- Normalnie, otwiera balkon, wrzuca prezenty i znika. Czemu pytasz? Przecież wiesz jak jest co roku. – odparła znudzona.

- I kiedy on te prezenty zostawia? Widziałaś go kiedyś? – nie dałem za wygraną.

- Przynosi wtedy, kiedy na niebie pojawi się pierwsza gwiazdka. I zostawia je jak nikt nie patrzy, dlatego go nigdy nie widzieliśmy. – wytłumaczyła.

- Przecież jeśli ty zobaczysz na niebie gwiazdkę, to tą samą gwiazdkę widzą setki dzieci gdzie indziej. To on strasznie szybki musi być ten Mikołaj, żeby tak w jednej chwili tyle prezentów położyć w tak wielu domach. Nie sądzisz? – czułem, że zmierzam w dobrym kierunku.

- No jasne, że jest szybki. On ma odrzutowe sanie. My kiedyś je z klasą widzieliśmy w takim parku naukowym. Naprawdę są szybkie. Przejechały przez taki pokój chyba w sekundę. On z metr miał ten pokój albo nawet więcej. – wyjaśniła podekscytowana tym razem córka.

W zasadzie to po tych rozmowach przygotowawczych zacząłem się zastanawiać, czy to na pewno ja mam rację, że ten Mikołaj nie istnieje.

Nadszedł jednak dzień wyznania prawdy. Siedliśmy z żoną w pokoju i poprosiliśmy córkę.

- Chcemy ci powiedzieć o czymś bardzo ważnym. Usiądź proszę i posłuchaj. – powiedziałem z powagą.

Córka patrzyła na nas nieufnie i zastanawiała się, co takiego istotnego chcemy jej przekazać. Usiadła koło nas i z wypiekami na twarzy powiedziała:

- Będę miała kolejną siostrę?

- Nie, to nie o to chodzi. – spojrzeliśmy z żoną na siebie zaskoczeni.

- Opowiem ci pewną historię. Kiedy byłem w twoim wieku do naszego domu, jak co roku, przyszedł Święty Mikołaj. Wtedy po raz pierwszy zauważyłem, że ma on na nogach buty mojego taty. Kiedy podszedłem, żeby wziąć od niego prezent, odkleiła mu się biała broda i ukazała się twarz mojego ojca. Pamiętam jak bardzo oszukany się wtedy poczułem. Nie dałem jednak tego po sobie poznać. Przez kolejne lata znajdowałem prezenty poupychane w szafie. Te same, które niby przynosił mi Święty Mikołaj później pod choinkę. W taki sposób dowiedziałem się, że Święty Mikołaj nie istnieje, a prezenty kupują mi rodzice i rodzina. I wiesz co, nie przeszkadzało mi to, że nie ma Mikołaja, ale to, że nikt mi o tym nie powiedział. Dlatego postanowiliśmy z mamą, że powiemy Ci jak jest naprawdę. – wypuściłem powietrze.

W oczach córki zobaczyłem wielkie zaskoczenie. Patrzyła to na mnie to na żonę jakby oczekiwała, że ona wszystkiemu zaprzeczy.

- Ja z kolei dowiedziałam się tej prawdy od mojego starszego brata. Smutno mi było na początku, ale później czułam się lepiej, doroślej. – powiedziała żona.

Córka zaniemówiła. Jej oczy stawały się coraz bardziej szkliste. W końcu przemówiła ze łzami w oczach.

- Jak to nie ma Mikołaja? To ja teraz wszystko rozumiem. Te listy, które tak dokładnie czytaliście, dopytywaliście się o szczegóły. Prezenty dokładnie takie same jak widzieliśmy na półce w sklepie. Ale w jaki sposób one wskakiwały pod choinkę tak, że nikt tego nie widział? – dopytywała z wciąż lekkim niedowierzaniem.

- Zawsze ktoś zostawał w pokoju, wrzucał szybko prezenty, otwierał balkon i dołączał do pozostałych. – wyjaśniłem.

- No tak, teraz wszystko rozumiem. – córka rozpłakała się na dobre.

- Nie ma kochanie Mikołaja, Wróżek Zębuszek ani Gwiazdek. – dodała żona.

- A  chociaż Zajączek? – wyszlochała ze łzami w oczach córka.

- Niestety też nie. – dodałem, pozbawiając ją bezlitośnie ostatniej nadziei.

- Nic się nie zmieni skarbie. Nadal będziesz dostawać prezenty w każde święto. Tak jak do tej pory. Teraz jedynie będziesz bardziej świadoma skąd się one biorą. Co więcej, teraz również ty możesz zrobić komuś prezent jeśli zechcesz. Nie musisz do tego celu używać pośredników takich jak Mikołaj, Śnieżynka czy Zajączek. Sama wiesz jak to jest z pośrednikami. – uśmiechnąłem się szczerze.

Na twarzy córki w końcu również pojawił się uśmiech. Przytuliła nas obojga i poszła do swojego pokoju. Po chwili zabawy nie było już po niej widać śladu rozczarowania. Poprosiłem ją jeszcze o to, aby nie chwaliła się za bardzo swoją nową wiedzą w szkole. Jeśli dzieci mają dowiadywać się o takich rzeczach, to lepiej od kogoś bliskiego, komu można zaufać niż od swoich kolegów czy koleżanek.

Teraz czekamy na Wigilię. Ciekawe jak po raz pierwszy w swoim życiu nasza uświadomiona córka zareaguje na leżące pod choinką prezenty? Może jednak wciąż w jej głowie tli się iskierka nadziei, że rodzice żartowali i tak naprawdę to Święty Mikołaj stoi za tym wszystkim?

Wszystkim czytelnikom blogów Radia Gdańsk życzę zdrowych, pogodnych Świąt Bożego Narodzenia. Niech do tych, którzy wierzą przyjdzie Gwiazdor, Mikołaj, czy Gwiazdka z workiem pełnym prezentów, a dla całej reszty prezenty niech przyniosą najbliżsi.

Komentarze   

0 # Rosaria 2018-05-04 13:59
When I originally commented I clicked the "Notify me when new comments are added" checkbox and now
each time a comment is added I get three e-mails with the same comment.
Is there any way you can remove people from that service?
Thanks a lot!

Here is my blog ... choc: liftheightinsoles.com
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Gemma 2017-07-29 09:42
Fastidious replies in return of this query with solid
arguments and explaining the whole thing about that.



My webpage - foot pain conditions; venomousblackma53.snack.ws/: venomousblackma53.snack.ws/,
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
+2 # MIkołaj 2014-12-23 11:30
A właśnie, że istnieję!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
+3 # Dorota 2014-12-22 10:08
Ja byłam najszczęśliwszy m dzieckiem pod słońcem, bo choć wiedziałam, że babcia wcale nie spotkała Mikołaja na rynku i że część prezentów jest od rodziców to nadal wierzyłam, że część prezentów pod choinką jest od Mikołaja. A wierzyłam dłuuuuuuuuuuuuu uugo (aż wstyd się przyznać jak długo), am gdy w końcu rodzice uznali, że dość tych głupot to święta straciły cały urok. Z resztą mama była dobra w te klocki - prezenty trzymała w worku na balkonie, więc łatwo je było wrzucić pod choinkę i były zimne :) bawiła się też w detektywa i jeśli nie przechwyciła listu do Mikołaja to potrafiła odczytać listę życzeń z kolejnej karki w bloku, na którym pisany był list. A przecież kto by mamę podejrzewał, że była Mikołajem :). No i jeszcze dostałam kiedyś list z Laponii - i jak tu nie wierzyć?
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
+2 # słuchacz103,7 2014-12-21 02:36
"- Chcemy ci powiedzieć o czymś bardzo ważnym. Usiądź proszę i posłuchaj. – powiedziałem z powagą."
"- Będę miała kolejną siostrę?" [ ;-) ]
"- Nie, to nie o to chodzi.
– spojrzeliśmy z żoną na siebie zaskoczeni."
...
I Kto tu został zaskoczony Panie Robercie ;)
...
Zdrowych, rodzinnych, pogodnych
(nie tylko atmosferycznie: ) i radosnych
Świąt Bożego Narodzenia Państwu "Z."
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież