śr, 19 listopada 2014

Państwowa Komedia Wyborcza

Opinie, pochwały, krytyki, banały. Blog Roberta Zawady
Państwowa Komedia Wyborcza A.R.Z.

No i masz babo placek. A raczej dziadku, dokładniej - „leśny dziadku”. Wybory zaskoczyły Państwową Komisję Wyborczą niczym zima drogowców. Różnica polega na tym, że drogowcy są zaskoczeni każdego roku, a PKW tylko wtedy kiedy są wybory. Nie spadają one na nich, co prawda, znienacka jak śnieg, ale mimo czteroletniego okresu na przygotowanie i tak potrafią podstępnie zaskoczyć, złapać za gardło, podstawić nogę, zburzyć pielęgnowany latami spokój. Członkowie komisji to ludzie, sądząc po wieku bardzo doświadczeni.

Wydawałoby się, że nie ma dla nich problemów nie do pokonania. A tu proszę. Nóż w plecy wbił im system informatyczny, czyli coś bez czego przez tyle lat mogli się znakomicie obejść. Miał pomóc, a dokopał. Istny koń trojański. Członkowie PKW nie wykonują swoich obowiązków społecznie. Koszt opłacenia wszystkich członków komisji wyborczych wynosi ponad sto trzydzieści milionów złotych. Narzuca się pytanie, czy za takie pieniądze nie można po prostu usiąść i przeliczyć oddanych głosów jeden po drugim? Czy gdyby stworzono niezawodny, w pełni zautomatyzowany system głosowania, to te komisje nadal liczyłyby tyle osób i pochłaniały tak dużo naszych pieniędzy?

W czasie kiedy ja oddawałem swój głos pewna staruszka, po otrzymaniu sterty papierów, spytała grzecznie pani z komisji, w jaki sposób ona ma głosować. - Ja pani nic nie mogę powiedzieć. Proszę spytać kogoś z głosujących. Ja nic nie mogę mówić. - Usłyszała od członkini komisji wyborczej.

To w takim razie po co ta pani tam była, jeśli nie po to, żeby pomagać w takich sytuacjach? Potem się dziwimy, że w niektórych obwodach co czwarty głos był nieważny. Tylko co to obchodzi zasiadających w komisji? Dla nich ważne jest pewnie co innego: zakończyć, wysłać, zgasić światło i zainkasować łatwo zarobione pieniądze.

Tymczasem członkowie komisji zostali zaskoczeni do tego stopnia, że swojej powinności dokończyć nie zamierzają. Bo niby zapłacono im za pilnowanie urn ale miało to trwać dużo krócej niż ma to miejsce teraz. W Nidzicy na przykład, komisja odmówiła ręcznego zliczania głosów, bo przewodniczący powiedział „Nie żyjemy w czasach króla Ćwieczka, tylko w XXI wieku”. Istny cyrk.

Żałosna kampania, jak się okazuje, była jedynie zapowiedzią dalszej błazenady. Poza bublem jakim był niedopracowany i niesprawdzony system komputerowy, mieliśmy do czynienia z urnami robionymi naprędce z kartonów albo pojemników na śmieci czy też z brakiem pieczątek na kartach do głosowania.

Zbuntowany system wywołał u wielu nieoczekiwane reakcje. PKW organizowała konferencję za konferencją, na których to jej złotouści członkowie, jeśli akurat nie spali, dzielili się z nami swoimi błyskotliwymi przemyśleniami. Oto niektóre z nich:

„Tak szybko tej frekwencji nigdy nie udało nam się zebrać. To optymistyczna informacja. Zła jest taka, że są kłopoty z funkcjonowaniem systemu zliczającego głosy.”

„System pracuje, choć niezbyt wydajnie. Nie zawsze liczy to, co nas interesuje.”

„PKW cały czas chce wierzyć, że system ruszy. To znakomicie by przyśpieszyło obliczanie tych ilorazów.”

„System się troszeczkę zreformował i działa już satysfakcjonująco.”

Akcja z liczeniem i walką z naprawą systemu trwała, a w tym samym czasie nasi niezawodni politycy prześcigali się w swoich komentarzach.

O ile potrafię zrozumieć, że przedstawiciele partii, którzy przegrali te wybory z kretesem żądają ich powtórzenia, o tyle nie bardzo rozumiem polityków z PiS, którzy najpierw odśpiewali pieśni radości na cześć historycznego, oczekiwanego od dawna zwycięstwa, a za chwilę zażądali komisji śledczej w sprawie wyborów. Pomijając fakt, że sejm nic do tego nie ma, wydaje mi się, że PiS już z zasady składa wniosek o powołanie komisji śledczej w każdej sprawie.

PO, co prawda, na początku czuła się przegrana, tłumacząc że ważniejsze są wybory za rok, że się wezmą do pracy i głosząc tego typu banały. Potem jednak usłyszałem, że PO też wygrała! Okazuje się, że gdyby wybory parlamentarne odbywały się w listopadzie PO miałaby miażdżąca przewagę. Nie wiem, co ma piernik (tym razem nie mówię o członku PKW) do wiatraka, ale taki przekaz daje do zrozumienia, że to oni właśnie wygrali.

To jednak nie wszyscy wygrani. PSL również ogłasza swoje zwycięstwo. Wygrali podobno wybory do sejmików. Nie ma przegranych. Jeśli nawet tacy się znajdą, to zawsze można zrzucić winę na awarię systemu liczącego głosy. Wygranym jest nawet pan Krzysztof Woźniak, który zwyciężył, według systemu liczącego głosy, w wyborach na prezydenta Szczecina. Nie byłoby może w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że takiego kandydata w ogóle nie było na karcie do głosowania!

Ja tak naprawdę już nie wiem, czy po takiej błazenadzie wyniki tych wyborów będą rzetelne, czy tez nie. Jednak, mówiąc szczerze, mało mnie to interesuje. Nie życzę sobie jedynie, żeby wydawać po raz kolejny moje pieniądze na ich powtórzenie. Nie z takim systemem i nie z taką komisją.

Podsumowaniem niech będzie komentarz babci Helenki, być może rówieśniczki członków PKW. - Komputery, srery. Kiedyś były liczydła i też sołtysa śmy wybrali.

Komentarze   

0 # Karol 2014-11-22 09:26
Niby tydzień po wyborach a tu ciągle jakieś kwiatki z liczeniem głosów. Gdzie my żyjemy?
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
+2 # Entuzjasta lotnictwa 2014-11-20 11:45
Robert super to napisałeś ,a co do tej reakcji członkini komisji wyborczej jestem zdziwiony ,ja też byłem w komisji wyborczej i jak starsze osoby nie wiedziały jak głosować to im po prostu tłumaczyłem co i jak ,i jakoś bencków za to na rozliczeniu nie dostałem ,a co do PKW ci sędziowie to pokolenie ludzi nie mających pojęcia jak uruchomić komputer ,więc nie dziwię się że jest taki bajzel
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież