sb, 06 lutego 2016

Stereo i w kolorze

Słyszę, więc piszę. Blog Adama Grzybowskiego
W Galerii Sztuki SAS W Galerii Sztuki SAS Fot. Adam Grzybowski

 Jest kilka odpowiedzi na pytania, po co i dlaczego ludzie przychodzą do tej Galerii. I każda z nich jest dobra. Akurat starsza pani dowiaduje się, czy można zamówić portret męża, a ktoś telefonuje, bo pilnie jest mu potrzebny na upominek widok kościoła św. Jana.

      - To akurat nie są najbardziej typowi goście – wyjaśnia Elżbieta Komarnicka – starając się załatwić obie sprawy naraz. – Nie należą do nich także przedszkolaki i maluchy z podstawówek, po drodze nad Motławę, przyprowadzanych na zaimprowizowane pogadanki o sztuce.

      - Serce rośnie widząc, jak dzieciakom aż oczy się śmieją, gdy stają oniemiałe na widok prac Bożeny Dudy z Borów Tucholskich. Mówi się o jej obrazkach, że tworzą poetycko-baśniową aurę.

      Wśród odwiedzających nie ma bariery wieku, choć oczywiście dominują dorośli, którzy zatrzymali wzrok na - oglądane przez witryny - gdańskie pejzaże z Rauszem, czy Żurawiem, gdyńską marinę, lub orłowski klif. Dla wielu, zwłaszcza zagranicznych turystów, jest to niejednokrotnie pierwszy kontakt z dobrym, polskim malarstwem.

      Jeszcze inną grupę odwiedzających stanowią dopiero debiutujący mistrzowie pędzla i palety. Od ambitnych amatorów począwszy, po studentów i absolwentów pobliskiej ASP.

     Galeria przy ul, Szerokiej funkcjonuje w tym miejscu okrągłe dwa lata, dwa miesiące i dwa dni. Przeprowadziła się z położonego nieopodal lokalu o wymiarach dziupli. Razem z nią przenieśli się miłośnicy marynistyki, wiedząc, że mogą tutaj trafić czasem nawet na prace Antoniego Suchanka, a z całą pewnością na obrazy Artura Baranowskiego, reprezentującego już trzecią generację malarskiego rodu Baranowskich. Z kolei dla amatorów koni i batalistyki zawsze się znajdzie coś Zenona Aniszewskiego. Poszukiwacze światłocieni nie przejdą obojętnie obok prac Zdzisława Zaborowskiego, a fantastyczną kolorystyką ucieszy oko któraś z kompozycji Jerzego Skrebca.

     Dotychczasowy realizm, który dominuje w galerii ma wkrótce uzupełnić twórczość awangardowa. Ale przecież wśród nazwisk i postaci, których nie wymienia folderek reklamujący galerię pojawia się także profesor Czesław Tumielewicz, rodem z Lidy (Zamek Giedymina – pamiętacie?!). Napisano o nim, że „zaczynał od happeningu, sztuki konceptualnej, miał okres geometrycznej abstrakcji, a obecnie uprawia swego rodzaju „magiczny realizm”, ale też wiadomo, że Mistrz wciąż nie powiedział ostatniego słowa, nadal się rozwija i z powodzeniem odnajduje nowe impulsy dla swej twórczości.

     Idealnie wpisuje się w aspiracje galerii działającej, pod patronatem ośmiowiekowej tradycji rodu Sasów, z herbem, w którego polu błękitnym półksiężyc złoty, zwrócony barkiem ku dołowi, nad nim – pomiędzy dwiema gwiazdami złotymi – strzała srebrna grotem ku górze skierowana. W klejnocie zaś siedem piór pawich przebitych srebrną strzałą.

--

 Retro teksty: http://radiogdansk.pl/index.php/blogi-rg/itemlist/category/139-slysze-wiec-pisze-blog-adama-grzybowskiego.html

Adam Grzybowski

Tytuł zobowiązuje. Powinno więc być głównie o tym, jak odpowiadam, gdy mnie pytają: „co słychać?”. Czy jednak wystarczy zawierzyć jedynie własnym uszom?

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież